Na spotkanie z panią Psychol poszłam z myślą, że bardzo boję się świąt. Ostatnio ogarnął mnie ogólny kryzys i dostałam większa dawkę leków. Nie czuję się z tym dobrze. Cały czas mam nadzieję, że kiedyś usłyszę: „Jest Pani zdrowa. Nie musi Pani już brać leków. Nie ma potrzeby, żeby Pani do nas przychodziła.”
Rozmowa z Psychol była trudna i zużyłam całą paczkę chusteczek. Dochodzimy do wniosku, że źródłem tego, jak się czuję są iluzje związane z mamą. Że może nie będzie pijana w święta, że może w ogóle przestanie pić, że może te święta będą inne. Zupełnie nie mogę się pogodzić z moją bezsilnością. CHCĘ MÓC COŚ ZROBIĆ!!! Dwa lata terapii w Ośrodku Leczenia Współuzależnień i trzy lata uczestniczenia w spotkaniach grupy Al-Anon dla rodzin osób uzależnionych pomogły mi, ale ciągle coś we mnie nie funkcjonuje poprawnie. Jeśli alkoholizm jest chorobą, to dlaczego moi rodzice nie chcą się leczyć? Przecież gdybym ja była chora na astmę, cukrzycę, miała raka (odpukać), to czy łatwo byłoby im zaakceptować fakt, że nie będę się leczyć? Czy nie namawialiby mnie i nie szukaliby różnych terapii? Czy nie nalegaliby na wizytę u lekarza, konsultacje? Godzina tak szybko minęła, że nie zdążyłyśmy zrobić nic więcej. Temat mojej mamy i moich iluzji z nią związanych pozostały do przepracowania w przyszłości. Dostałam zadanie domowe w ramach przygotowania się do świąt. Mam poszukać w sobie miejsca, w którym znajdę spokój, oazę, w której będę mogła się schronić, gdy poczuję się gorzej.