Miłe jest leniuchowanie i nic nie robienie. Gdybym tylko nie miała natłoku myśli, spraw do załatwienia, zrobienia, nadrobienia, może wtedy umiałabym bardziej cieszyć się tym czasem i nie kończyć tak przyjemnego dnia bólem głowy. Dobrze, że chociaż wzięłam się za robienie pisanek. Wczoraj cały wieczór kręciłam krepę. I zrobiłam pierwszą pisankę ze wstążeczek. Piękna jest.
Nic nie robienie sprzyja myśleniu. Zadanie od pani Psychol wolałam zrobić od razu. Nie wiem, co będzie jutro. Może mnie nie będzie, może świata.
Kiedyś oazą wewnątrz mnie była plaża nad morzem. Pamiętam tamten dzień. Siedziałam na piasku w słomkowym kapeluszu, owinięta pareo przed słońcem. Było tak niezmiernie gorąco, słońce grzało jak oszalałe. Mało ludzi, południe. Ich głosy do mnie ledwie docierały. Tak cicho, tak ciepło, tak dobrze. Jedynie morze szumiało i regularnie rozbijało fale o piasek. To miejsce przez wiele lat przywoływałam szukając spokoju w sobie, ucieczki, ratunku.
A potem poznałam jego. Jacha. I zobaczyłam miejsce o takiej głębi i spokoju, że jego magia mnie oczarowała. Kiedy zasypiałam czułam jak jego urok mnie otacza, cisza, w której nie ma dźwięku, ciemność, której nie przenika światło. Jezioro, w którym wody nie wymieszały się od dwóch tysięcy lat, do którego nie można wejść, które ma 29 metrów głębokości i nikt nie wie, co czai się po 9 przezroczystych metrach wody. Chciałam tam zostać na zawsze. Po obudzeniu się, wiedziałam, że byłam w innym, magicznym świecie. Realnym i tak bardzo nierealnym. Istniejącym, a jednak niemożliwym do dotknięcia.
Kiedy siadam u dentystki na fotelu moją oazą są oczy Jacha. Genialnie zielone, z drobinkami brązu, w których czai się ciepło i dobroć. I które patrzą czasami na mnie z całkowitą, ogarniającą mnie miłością. To w nie uciekam w chwilach bólu i strachu. Myślę, wszystko minie, a ja znowu będę się przeglądać w jego oczach. Odcinam się od dźwięku wiertła wbijającego się w mój nerw.
Ale jest też miejsce inne. Odkryte dzięki Jachowi. Może to właśnie to, moja oaza. Zamknęłam oczy i spróbowałam przywołać je w pamięci. Dookoła las, woda, szum i śpiew ptaków. Owinięta w maskującą siatkę siedzę nad strumieniem. Trochę sobie piszę, trochę chyba przysypiam. Jachu robi zdjęcia. Nie widzę go, ale słyszę odgłos migawki. Jest tak uroczo cicho i gorąco. Słońce pieści moja twarz, oddaję się rozkoszy. Jest mi dobrze. Czuję spokój. Myśli uciekają. Drzewa skrzypią jak nienaoliwione drzwi do innego świata. Zagłębiam się w sobie…
Otworzyłam oczy i ogarnął mnie niewyobrażalny ból. Dookoła stały bloki, miasto. Z ulicy dobiegał szum przejeżdżających samochodów. Zza ściany słychać było szczekającego psa i kłócących się starszych sąsiadów używających niewybrednych słów. Na czas mojego pisania zostawiłam otwarte okno. Cała pokryłam się gęsią skórką i z trudem powstrzymałam zęby od szczękania. Strasznie zimno.