Pod luźną deską podłogową ukryłam wstyd. Galaretowatą maź tłuszczu, szpecące rozstępy, brzuch niemieszczący się w pasie. Przepełnienie emocjami, zgrzyty zębami.
Każdy powód jest dobry. Każdy ważny, niezbędny. Praca, deszcz, wakacje, radości i smutki. Mózg w wirze myśli o jedzeniu. Armaty strachu, huki zwątpień, obrona przed zmianą.
Biust boli ciężarem, kręgosłup skomli o ulgę, ciuszki kurczą się od wiszenia w szafach.
Błagam „stop” i wyciągam rękę po więcej. Ciastka, paluszki, orzeszki. Buzia żuje, nawet gdy pusta.
Poddaję się w niepoddawaniu.
Pod deską podłogową ukryłam wstyd. Przybiłam gwoździe i marzę o cudzie!