Prima Aprilis – 02.04.2017, niedziela (2/39)

Prima Aprilis_02

Niedzielny obiad u rodziców był bardzo trudnym przejściem. Jak zawsze. Było dużo hałasu, gwaru. Czułam się fatalnie. Mama od naszego przyjścia była pod wpływem alkoholu. Napiła się wcześniej. Zamroziłam się w środku. Jachu bardzo się o mnie martwił, nie odzywał się, widziałam jaki był czujny. Placek, który upiekłam, w środku był mokry. Za bardzo się starałam. Jachu mnie uratował krojąc brzegi. Mama strasznie się nas czepiała, na przemian będąc nieprzyjemna i przymilna. I jeszcze ten ciągle podniesiony głos zamiast normalnej rozmowy, sztuczny uśmiech, na widok którego mam mdłości. Moje rodzeństwo potraktowało nas oschle, ostentacyjnie nas unikając. Taki jest efekt naszej prośby sprzed gwiazdki, żeby ze względu na chorobę mamy nie stawiać alkoholu podczas rodzinnych spotkań.
– Wigilia bez lampki wina? – zdziwił się tata i podsumował – Wy naprawdę macie poważny problem z alkoholem.
MY!?!

Po wyjściu z rodzinnego spotkania bardzo źle się poczułam. Coś przeskoczyło mi w żuchwie i rozbolała mnie prawa połowa twarzy. Ktoś zacisnął metalową obręcz wokół moich ramion i z trudem mogłam się poruszać. Czułam się potwornie zmęczona. Jachu dbał o mnie, a przecież wiem, że też bardzo przeżywał. Jak to dobrze, że on ma anielską cierpliwość.

2 komentarze do “Prima Aprilis – 02.04.2017, niedziela (2/39)

  1. Brawo, za udźwignięcia tematu. Temat zbyt smutny aby słodzić za tekst, ale piszesz tak, że nie znając tematu z autopsji czuję ten ból.

    1. Dziękuję. Przez wiele lat nie potrafiłam wrócić do tego tekstu. Teraz wydawało mi się, że było to tak dawno temu, że nabrałam w międzyczasie dystansu, ale gdy zaczęłam pracę z tym tematem, okazało się, że nadal czuję mnóstwo bólu. Dużo rzeczy się zmieniło, ale jedno nie uległo zmianie – tak samo jak wtedy, teraz bardzo chciałabym, żeby było inaczej.

Skomentuj Monika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *