Odkładam. Wieczne na później. Gdy mam czas. Gdy nie mam, heroiczne czyny kołaczą w głowie. Boję się.
Frustracja. Irytacja. To nie lenistwo? Nie słabość? Pragnienie. Walka z napięciem. Praca. Nie walka. Usiądź obok – mówię. Czy słucha? Czy ja słyszę? Mój głos. Cichy. Uczę się mówić głośniej. Zakaz krzyku tkwi w krtani. Dać pozwolenie. To wystarczy? Nie naprawiać. Naprawić. Próbować. Rytuały niedoskonałości. Myśli o wpasowaniu. Chęć bycia inną. Rozkładam strachy na części pierwsze. Urywam nóżki, rączki. Zostają twarze. Nie nadążą za mną. Wciąż je widzę… Brak czasu. Brak odwagi. Te same schematy. Potrzeba? Konieczność? Eksperymenty. Łagodnie, z czułością. Staram się. Wracam.
Ach jak zawsze w punkt😭
Serdecznie dziękuję 😍💛 Szkoda, że nie jest to prostsze, prawda? 🥰