Obfitość. Ograniczenie. Czas za krótki. Celów zbyt wiele. Rysunek sprzed lat. Okna, pisanie. Sprzątanie, tworzenie. Pragnienia zbyt głośne. Kalendarze, praca, bliscy, piesek. Błąd wiecznego napięcia. Wybory wysysają. Paliwo spala się w wnętrznościach. Komu delegować, gdy wokół pustka? Tylko dziś. Dzisiaj napiszę. Udam, że nie widzę. Że nie swędzi, nie przeszkadza. Jeden moment. Jedno zdanie. Jak to było kiedyś? Godziny pracy, dom, jedzenie. Niepamięć o odpoczynku. Wyciągam w górę nogi, krew spływa ciężarem. Przechowywać pomysły? Kartony myśli. Zeszyty słów. Segregatory zadań. W głowie za dużo. Wieczorny relaks. Pośniadanna drzemka. Dzień odpoczynku. Weekend nic nie robienia. Rozszarpana. Niechętna. Szczęśliwa. Uśmiechnięta. Bieguny tego samego. Coś co da ulgę. Nie musi być wielkie. Wielkie jak plany. Jak marzenia. Jak całość. Ucieczka w zapomnienie. Niechęć do regularności. Droga. Moje tempo. Za wolne. Żółw, co nie dotrze na czas do morza. Żółw chcący zobaczyć ocean.
Jak zwykle w punkt. Ach jak sobie z tym poradzić?
Nie wiem, ale jak tylko znajdę sposób, na pewno się nim podzielę! Obiecuję! 😃💛