Cień artysty – pożegnanie.

cień artysty

– Trzeba się połączyć. – powiedział artysta zapatrzony w dal rzeki.
– Tak po prostu? – mruknął cień targany niespokojnym wiatrem – Właśnie teraz? Szczęśliwe zakończenie?
– Czy wiesz, że zawsze chciałam skoczyć z mostu?

Cień wiedział. Nie, nie wiedział. Słuchał tych bzdur kiedyś, myślał, że to minęło. Ta potrzeba u niej, tęsknota za nieznanym, podróżą. Czy nie mogłaby z tym skończyć? Spojrzał z politowaniem. I tak tego nie zrobi. Jak przed laty. Już stała po drugiej stronie barierki, gotowa skoczyć. Ktoś ją złapał, przeciągnął na brudny chodnik. Nic zabawnego.

Albo wtedy, gdy długo wpatrywała się w płynącą krę. Mimo zimna. Stała i gapiła się na tafle lodu znikające pod mostem. Zmęczyły go jej smutne myśli. Bo czy kra by ich utrzymała? Czy umiałaby trafić w nią skacząc z wysokości mostu? Jakby to było zanurzyć się w lodowatej wodzie? I przeżyć…

Bo chyba nie zakładała, że zginie, skoro marzyła o poznawaniu dalszych części rzeki. Tych, o których wiedziała tylko tyle, że istnieją. I co ją niby wtedy powstrzymało? Myśl o ludziach w samochodach na moście? Żenujące. Zrobiło jej się żal, że ktoś ją zobaczy i sobie z tym nie poradzi? Słusznie powiedział jej ten, którego kochała: „Za dużo masz empatii„. A jednak się bał…

– Trzeba się połączyć. – powtórzyła.
Tak długo jej szukał, borykał się, wył i płakał. A ona tak zwyczajnie: „połączyć się”. A może on już tego nie chciał? Może to on miał jej dość? Czy jego zdanie się nie liczyło?

Popatrzył na nią. Skóra i strach. Strach obciągnięty skórą. A pod nim kolejne strachy. I tłuszcz, i ból, i niewypowiedziane pragnienia. On się zmagał, a ona trwała w lęku! Niby się starała, ale jakie miała efekty? On błądził po ulicach, po parkach, po dachach wołając jej imię, gdy ona pożerała ciastka, tuliła się do złudzeń, łykała tabletki, zakopywała się w pisaku codzienności i płakała z żalu. A może z niemożności… z pominiętych szans… ze słabości…

To wszystko wydało mu się strasznym żartem. Drwiną. Jego istnienie, takie bezsensu, bezcelowe, przypadkowe. Czy nie mógł przytrafić się komuś innemu?!

– Wiesz, chyba jednak skoczę. – mruknęła.
Wzruszył pogardliwie ramionami. Za dużo empatii, za mało odwagi…
– A jednak. – westchnął do wtóru jej krzyku i gwałtownego plusku.
Skąd miał wiedzieć.

Nie wychylił się, żeby sprawdzić, czy wypłynęła. Postał chwilę i ruszył w stronę miasta. Nie szkodzi. Już się przyzwyczaił do samotności. Będzie straszyć na murach domów, niepokoić skrzypieniem okiennych framug, igrać z latarniami w ciemne noce. Uśmiechnął się. Los okazał się życzliwszy, niż się spodziewał.

cień artysty

2 thoughts on “Cień artysty – pożegnanie.

  1. No tak, spodziewanie się szczęśliwego zakończenia to za łatwe😊 dramaturgia i smutek, tekst i cykl super,literacko mega mi się podoba, czuję te emocje i to szarpanie. Jednak dla lubiących dobre zakończenia nauczka aby nie czekać za długo.

    1. Dziękuję 🙂 I przyjmuję wyzwanie – napiszę w przyszłości tekst/cykl, który zakończy się szczęśliwie. Nie wiem co prawda kiedy, ale obiecuję 😀 Przepraszam, że tak długo kazałam czekać na zakończenie cyklu, które powstało dość dawno temu, ale musiało „dojrzeć”.
      Dziękuję za lekturę moich tekstów, czas i komentarze!! To dla mnie zaszczyt! ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.