Dostałam wiadomość „dla tych, co nie lubią świąt”. Kilka zdjęć i obrazków. Widać są tacy, którzy naprawdę nie cierpią tych świąt.
Zdjęcie z wiadomości pierwsze. Na zdjęciu leży polarny niedźwiedź, zaglądając do oświetlonego igloo mocno wypina tylną część ciała. Zza jego pleców wyglądają dwa słodkie, małe misie, a napis pod obrazkiem głosi: „małe światełko w lodówce pozwala łatwiej wybrać składniki posiłku”.
Kiedy rano otworzyłam lodówkę okazało się, że nie było tam zbyt wielu produktów, więc i posiłku nie dało się w żaden sposób skomponować. Z radością i uśmiechem podzieliłam się z Jachem tą wiadomością.
– To doprawdy wielkie szczęście, że nie jesteśmy katolikami i nie popadamy w żadne obłędy dotyczące postu. Musieliby dzisiaj jeść śmierdzące śledzie. To są nasze wolne wybory i tylko niechęć przed wychodzeniem z domu i zakupami powstrzymuje nas od uczty smaków – perorowałam.
Jachu z uśmiechem potraktował moje wywody. Na szczęście wodę w wazonie z bukietem zdołałam wymienić, więc nic poza pustą lodówką nie straszyło w kuchni.
Na wszelki wypadek byłam dzisiaj u pani Psychol, żeby po raz kolejny spróbować przygotować się do świąt. Wiadomo, stres, smutek i jeszcze więcej stresu. W trakcie rozmowy doszłyśmy do stwierdzenia, że kochając rodziców można równocześnie być na nich złym, i mam prawo odczuwać złość, mimo że są to moi rodzice. Poczułam przypływ żalu i wściekłości. Pani Psychol poprosiła, żeby wypowiedziała swoją złość, tak jakby obok stali rodzice. Przez chwilę nie byłam w stanie nic powiedzieć, to mnie przeraziło i przerosło. Już sam fakt czucia złości na rodziców wydawał mi się niestosowny. Ale powiedzieć to na głos wyobrażając ich sobie obok?!?
Zaczęłam słabo i cicho:
– Mamo, Tato, jestem na was wściekła.
Co powiedzieć dalej… Czy w ogóle można? Jak wyrazić to, co czuję, jeśli całe życie uczona byłam ukrywać „złe” myśli? Potrzebowałam chwili. Przecież chcę coś zmienić, to mój wybór, moja decyzja. Ból, napięcie i smutek stały się nie do zniesienia. Cisza trwała. Zamknęłam oczy i powiedziałam:
– Mamo, jestem na Ciebie wściekła o to, że pijesz. Wiem, że to jest choroba niezależna od Ciebie, ale jestem wściekła o moje dzieciństwo, że przez Twoje picie nie mogę się teraz odnaleźć. Tato jestem na ciebie wściekła, że wolisz święty spokój od zrobienia czegokolwiek, i nic nie robisz, kiedy widzisz, jak mama umiera. Sylwia, Witek jestem na was wściekła, bo wolicie brać od rodziców pieniądze niż zrobić cokolwiek.
Dużo dużych łez poparzyło mi policzki. Tak to więc jest, to się czuje.
Po powrocie do domu, opowiadając Jachowi o moim spotkaniu łzy pociekły mi znowu.
Czy nie ma ich końca? Czy ja mam jakieś zbiorniki retencyjne w sobie? Jachu mocno mnie przytulił.
– Czy mogę tak pozostać? – zapytałam.
– Tak – odpowiedział.